Masz na spotkaniu świetny pomysł, ale milczysz, a minutę później ktoś inny zgłasza dokładnie to samo i zbiera brawa. Znasz to uczucie?Syndrom oszusta i zakorzenione przekonanie, że „skromność to cnota”, skutecznie paraliżuje nas. Efekt jest taki, że najlepsi eksperci często ustępują miejsca tym, którzy po prostu krzyczą najgłośniej. Czas zmienić zasady gry. Angelika Wielgus-Lach, dziennikarka radia RMF MAXX i autorka kanału Kulisy Sukcesu, wyjaśnia, jak przełamać lęk przed ekspozycją, zacząć mówić pewnym głosem i przekuć widoczność w realny wpływ.
Zabieranie głosu publicznie często wiąże się ze strachem przed oceną i krytyką. Jak Ty osobiście przepracowałaś ten lęk i nauczyłaś się mówić to, co myślisz, bez paraliżującego oglądania się na innych?
Myślę, że tego lęku nie da się przepracować samą teorią. Trzeba przez niego przejść w praktyce.
Na początku bardzo przejmowałam się opiniami. Kiedy pojawiały się krytyczne komentarze, potrafiły zostać w głowie na długo. Dziś mam już większy dystans, bo wiem, że opinia nie zawsze jest faktem. Czasem komentarz więcej mówi o osobie komentującej niż o mnie. Pomogło mi też doświadczenie. Radio, scena, YouTube, konferencje – im częściej mówisz publicznie, tym bardziej widzisz, że nie da się zadowolić wszystkich. I to jest uwalniające. Dziś nie pytam już: „czy wszyscy mnie zaakceptują?”. Pytam raczej: „czy mówię zgodnie ze sobą i czy to może komuś pomóc?”.
Jakie błędy w komunikacji najczęściej popełniamy na początku?
Najczęściej chcemy powiedzieć za dużo naraz. Zamiast jednej jasnej myśli pojawia się pięć dygresji, dużo wstępu i brak konkretu.
- Drugi błąd to mówienie z perspektywy siebie, a nie odbiorcy. Zastanawiamy się: „jak ja wypadnę?”, zamiast: „co ta osoba ma z tego wynieść?”.
- Trzeci błąd to brak struktury. Nawet najlepsza wiedza może zginąć, jeśli nie jest dobrze poukładana. Dobra wypowiedź powinna mieć początek, rozwinięcie i mocną pointę.
Jak mądrze wybrać swoje miejsce w sieci, by budować widoczność, która realnie przekłada się na autorytet?
Nie trzeba być wszędzie. Trzeba być tam, gdzie są nasi odbiorcy i gdzie nasz sposób komunikacji ma sens. Jeśli ktoś dobrze mówi i lubi dłuższe rozmowy, świetnym miejscem może być YouTube albo podcast. Jeśli ktoś potrafi szybko dzielić się wiedzą, Instagram czy LinkedIn mogą być bardzo skuteczne. Najważniejsze pytanie brzmi: po co chcę być widoczna? Jeśli tylko po zasięgi, można się szybko zmęczyć. Jeśli po to, żeby budować zaufanie, edukować i pokazywać swoją ekspertyzę, wtedy widoczność staje się narzędziem, a nie celem samym w sobie.
Czy w 2026 roku da się zbudować silną pozycję zawodową lub biznes, będąc całkowicie niewidocznym w social mediach?
Da się, ale jest to coraz trudniejsze. Oczywiście są branże, w których relacje offline nadal są kluczowe. Ale nawet wtedy ludzie bardzo często sprawdzają nas w internecie. Chcą zobaczyć, kim jesteśmy, co robimy, jak się komunikujemy, jakie mamy wartości.
Widoczność w social mediach nie oznacza pokazywania całego życia. Można budować ją mądrze, profesjonalnie i na własnych zasadach. Dziś brak obecności w sieci też jest komunikatem. Pytanie tylko, czy to jest komunikat, który chcemy wysyłać.
Zabieranie głosu to także branie odpowiedzialności. Jak radzić sobie w sytuacjach, gdy nasze słowa wywołają burzę lub zostaną wyrwane z kontekstu?
Przede wszystkim nie reagować w emocjach. Kiedy pojawia się burza, pierwszym odruchem bywa obrona, tłumaczenie się albo kontratak. To rzadko pomaga. Warto zadać sobie pytanie: czy rzeczywiście popełniłam błąd, czy moje słowa zostały źle zrozumiane albo celowo wyrwane z kontekstu? Jeśli popełniłam błąd – warto się do niego przyznać. To buduje wiarygodność. Jeśli ktoś manipuluje wypowiedzią – warto spokojnie doprecyzować. Nie każda dyskusja wymaga wejścia w nią. Czasem najlepszą odpowiedzią jest cisza, a czasem jedno konkretne zdanie.
Jak nauczyć się nie bać otwarcie powiedzieć, że czegoś nie wiemy?
To jest oznaka dojrzałości, nie słabości.
Jako dziennikarka wiem, że wiarygodność nie polega na udawaniu, że zna się odpowiedź na wszystko. Wręcz przeciwnie – jeśli nie wiem, mówię: „nie wiem, sprawdzę”, „nie mam teraz pełnych danych”, „to wymaga doprecyzowania”. Paradoksalnie ludzie bardziej ufają osobom, które potrafią przyznać się do niewiedzy, niż tym, które zawsze próbują mieć gotową odpowiedź. Ekspert nie musi wiedzieć wszystkiego. Ekspert powinien wiedzieć, gdzie kończy się jego kompetencja.
Jakie największe bariery w przejmowaniu kontroli nad własnym głosem widać u młodego pokolenia i osób początkujących, wkraczających do biznesu i mediów?
Widzę trzy duże bariery.
- Pierwsza to porównywanie się. Młode osoby zaczynają i od razu porównują swój pierwszy krok do czyjegoś dziesiątego roku pracy. To bardzo odbiera odwagę.
- Druga to lęk przed oceną i przed tym, że coś zostanie wyśmiane. Internet daje ogromne możliwości, ale też sprawia, że krytyka jest bardzo widoczna.
- Trzecia to brak cierpliwości. Wiele osób chce efektów natychmiast. A głos, autorytet i rozpoznawalność buduje się konsekwencją. Nie jednym viralem, tylko regularną obecnością.
Wystąpienie solowe to pełna kontrola i dowolność, a panel dyskusyjny to pewnego rodzaju walka o mikrofon. Jak elegancko i asertywnie „wtrącać się” do wypowiedzi, gdy musisz dzielić scenę i uwagę z innymi osobami?
Panel wymaga zupełnie innych kompetencji niż wystąpienie solowe. Trzeba słuchać, reagować i pilnować momentu. Najlepiej działa eleganckie wejście w rozmowę, np.: „Chciałabym dodać do tego jedną perspektywę”, „Zatrzymam się przy tym, bo to ważny wątek”, „Pozwolę sobie uzupełnić”. Kluczowe jest to, żeby mówić krótko i konkretnie. W panelu nie wygrywa ten, kto mówi najdłużej, tylko ten, kto mówi najbardziej treściwie. Asertywność nie musi być agresywna. Można zabrać głos z klasą.
Jak sprawić, by moment, w którym ludzie nas słuchają, był początkiem głębokiej relacji?
Trzeba dać ludziom coś więcej niż poprawną wypowiedź. Trzeba dać im prawdę, emocję, konkret i poczucie, że mówimy do nich, a nie obok nich. Relacja zaczyna się wtedy, kiedy odbiorca czuje: „ona rozumie mój problem”, „to jest o mnie”, „mogę jej zaufać”.
Dlatego tak ważne jest, żeby po wystąpieniu czy publikacji nie znikać. Odpowiadać na komentarze, rozmawiać, zapraszać do dalszego kontaktu, być konsekwentnym. Widoczność przyciąga uwagę, ale relację buduje dopiero autentyczność i regularność. To, że ktoś nas usłyszy, jest początkiem. To, czy zostanie z nami na dłużej, zależy od zaufania.
Oliwia Kowalik: Dziękuję za rozmowę.

Angelika Wielgus-Lach
Dziennikarka radiowa (radio RMF Maxx), autorka kanału Kulisy Sukcesu na YouTube (ponad 17 mln wyświetleń), konferansjerka, autorka książki „Kulisy Sukcesu wystąpień publicznych”, organizatorka konferencji „Diamenty Europy”.














